Krótki spacer wzdłuż kanału Raduni.
- Szymon Kranz

- 29 sty 2023
- 5 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 2 lut 2025
Chciałbym Wam przedstawić mój pomysł na kilkuminutowy, ale za to intensywny w ciekawe zabytki, spacer. Polecam go każdemu zabieganemu entuzjaście Gdańska. Jest też opcja rozszerzenia go dla mniej zabieganych, ale to na końcu. Miejsca te często pomijane są przez turystów mimo tego, że leżą dosłownie parę kroków od głównego szlaku turystycznego. Zacznijmy więc tuptanie po mieście od ulicy Elżbietańskiej, przy jednym z bardziej Instagramowych miejscu w Gdańsku. Dom Opatów Pelpińskich Charakterystyczny Dom Opatów Pelpińskich, ze swoją piękną, liściastą, czerwoną ścianą

kaskadującą do kanału Raduni, a w tle najstarszy zachowany kościół w Gdańsku i most Chlebowy.
Tak naprawdę nie wiadomo kiedy i kto wybudował kamienicę z czerwoną ścianą. Podejrzewa się, że autorem projektu był gdański mistrz Abraham Van Den Block i że budynek powstał w 1612 roku. Typowo dla Gdańska tamtych czasów kamienica wybudowana jest w stylu manieryzmu niderlandzkiego.
Kamienica przechodziła z rąk do rąk w XVII wieku, aż zakupił ją wojewoda Władysław Łoś. Tutaj zaczyna robić się ciekawie, bo nie kupił jej dla siebie, tylko dla swojego brata, opata zakonu cysterskiego w Pelpinie, Ludwiga Łosia. Można pomyśleć, że bracia się bardzo kochali, żeby robić sobie takie wyrafinowane prezenty, lecz prawda jest troszeczkę inna.
Formalnie wojewoda był właścicielem przybytku, co pozwalało opatowi ominąć zakaz zakonny posiadania domów w mieście.
Kamienica została przekształcona w zajazd dla zakonników przybywających do Gdańska w interesach. Na piętrze mieściły się też pokoje dla osób świeckich. Zajazd był w rękach opatów aż do kasacji zakonu w 1823 roku.
Jakiś czas później kamienicę przejął ślusarz, który miał swoją pracownię w piwnicy budynku, później firma meblarska, aż w końcu w 1911 kamienice wykupił Zarząd Miasta. Rok później miasto wyremontowało fasadę budynku, co było pierwszą świadomą konserwacją zabytkowej fasady w Gdańsku.
Dom Opatów Pelpińskich jako jeden z niewielu budynków na Starym Mieście przetrwał zawieruchę wojenną.
Dzisiaj właścicielem kamienicy jest Uniwersytet Gdański i mieści w niej instytut Historii Sztuki.
Jeszcze na koniec taka mała ciekawostka. Abraham Van Den Block jest też odpowiedzialny za budowę Złotej Bramy oraz Fontanny Neptuna. Po zrobieniu fotek i po w pełni wchłonięciu ceglanego miejskiego pejzażu zapraszam dalej w dół nurtu na Most Chlebowy, zwany też Miłości, której Wam życzę jak najwięcej. Jednak tutaj skupię się na kolejnym zabytku, czyli na... Domu Cechu Młynarzy Dwór Cechy Młynarzy od dawna jest inspiracją dla wszelkiej maści gdańskich artystów. Jak wiele budynków na Starym Mieście został spalony w trakcie drugowojennej zawieruchy. Dzisiaj oglądamy jego bardzo udaną rekonstrukcję, jednak co ciekawe, budynek, który spłonął w 45. też był rekonstrukcją.
Cech młynarzy był poważany w Gdańsku, a może o tym świadczyć patronat kaplicy w kościele św. Katarzyny. Czeladnicy nie mogli znaleźć lepszego miejsca na budowę swojego domu cechowego, swojej bazy, niż przy Wielkim Młynie. Zakończenie budowy oryginalnego budynku datuje się na 1754, jednak jest wiele dowodów na to, że mógł istnieć już od 1600 roku, a w połowie XVIII wykonano po prostu remont czy przebudowę nadając mu charakterystyczny wygląd, który znamy do dziś.

W Dworze Cechu Młynarzy znajdowały się wszystkie potrzebne jego członkom rzeczy. Wszystkie dokumenty, kosztowności, sztandar cechowy, no i oczywiście gospoda cechowa.
Dlaczego napisałem, że jest to druga rekonstrukcja? Oryginalnie Dom Młynarzy stał po innej stronie Wielkiego Młynu, po stronie północnej. Wokół znajdowało się więcej małych domków, jednak przez zły stan techniczny na przełomie XIX i XX wieku postanowiono je rozebrać.
Na szczęście postanowiono odbudować ten jeden, przepiękny i bardzo klimatyczny, żeby nie powiedzieć romantyczny, budynek na skraju wyspy młyńskiej. Stał otulony ramionami kanału Raduni aż do zniszczenia miasta pod koniec wojny. Już wtedy nie był idealną repliką.
Po wojnie został odbudowany dopiero w latach 90. Co ciekawe w latach 60. stała w tym miejscu dziwna konstrukcja zbudowana z prawdziwego mostku kapitańskiego. W środku mieściła sie wystawa sukcesów branży stoczniowej i studio nagrań.
Kolejna krótka ciekawostka - domy tego typu zwano kazalnicowymi ze względu na altanę przypominającą ambonę. Żeby dostać się do kolejnego miejsca, na chwilę stracimy Radunię z oczu. Buty muszą ponieść nas wzdłuż muru Wielkiego Młyna i dalej na drugą stronę ulicy Rajskiej. Wiem, że Gdańsk jest piękny, ale tutaj skupcie się na nadjeżdżających samochodach. Bo bezpiecznym przejściu przez ulice zobaczymy mały, bardzo klimatyczny budynek przerzucony przez naszego dzisiejszego przewodnika, czyli kanał Raduni. Mały Młyn Dzisiaj na budynek zazwyczaj mówi się „mały młyn”, ale tak naprawdę nic tam nie mielono, był to po prostu spichlerz, który rzeczywiście działał dla Wielkiego Młyna.

Spichlerz był wielokrotnie remontowany i wzmacniany, pewnie po to, aby nie zapadł się do kanału Raduni. Budynek został zbudowany 30-40 lat po wybudowaniu młyna naprzeciwko i od początku rozciągał się nad kanałem. Zniszczony w trakcie wojny, po odbudowie został przekazany Zarządowi Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego. Zawsze zastanawia mnie, jakie to uczucie chodzić nad kanałem Raduni w takim „podwieszonym” budynku. Dalej nie musimy iść daleko wystarczy spojrzeć w lewo a przed naszymi oczami pokaże się socjalistyczna bryła. Dom Technika Osobiście nie jestem fanem architektury modernistycznej. Jednak Dom Technika, czy szerzej znany wśród lokalsów NOT, na swój sposób polubiłem.

Początkowo betonowy kloc miał powstać na Targu Węglowym. Ostatecznie wybrano jednak Rajską. Budowę zakończono w 1974 roku. Była zasponsorowana ze składek społecznego komitetu. Dom początkowo służył jako wojewódzka siedziba Naczelnej Organizacji Technicznej.
Ciekawostką jest to, że budynek wpisany jest do rejestru zabytków. Dalej nie będzie zaskoczenia, bo idziemy w znowu w dół kanału i z daleka już zobaczymy biały budyneczek, który nas interesuję. Będzie to ostatni przystanek tej mini wędrówki. Jednak idąc w jego stronę po drugiej stronie Raduni miniemy jeszcze jeden ciekawy budynek. Dawna zbrojownia Landwehry Żółty, ceglany budynek to dawna zbrojownia Landwehry. Państwo Pruskie przejęło jeden z budynków poklasztornych od Zakonu Brygidek. Klasztor i Kościół św. Brygidy od II rozbioru Polski zaczął ulegać stopniowej dewastacji.

Budynek klasztorny rozebrano i na jego miejscu postawiono zbrojownię w połowie XIX wieku.
A czym była Landwehra? Była to formacja wojskowa “drugiej kategorii”. Powoływano tam przeszkolonych żołnierzy, którzy służyli już w wojsku i spędzili parę lat w rezerwie. Żołnierzy Landwehry do I Wojny Światowej wykorzystywano raczej do pomagania regularnym wojskom na froncie. Generałowie nie rzucali ich do walki, jeżeli nie byli do tego zmuszeni. Na polski można by powiedzieć, pospolite ruszenie.
Po lewej od ostatecznego punktu wycieczki zobaczyć jeszcze można mały detal w gdańskim labiryncie.
Pomnik Heweliusza
Odsłonięty w 1973 roku z inicjatywy Gdańskiego Klubu Przyjaciół Dzieci “Neptun”, oryginalnie stał naprzeciwko ratusza Staromiejskiego i przesunięty został w to miejsce w 2004 przy nowym zagospodarowaniu skweru pomiędzy ratuszem a Wielkim Młynem.
Pomnik z ‘73 roku wykonany jest z piaskowca. Heweliusz siedzi tam na niskim krześle, wpatrzony w niebo. Jego postać otaczają zrobione z blachy orbity planet. Kiedyś słyszałem, że ktoś nazwał go “małpką w klatce” i muszę przyznać, że coś tym jest… No i kończymy spacer małym klimatycznym budyneczkiem. Gdański dom mieszkalny z przełomu XVIII i XIX wieku Co ciekawe przetrwał walki w 1945 roku. Bardzo dobrze, że tak powiem, i to nie tylko przez swoje walory estetyczno-historyczne, ale także dlatego, że właśnie w nim ulokowała się kultowa, już niestety zamknięta, kawiarnia. W sumie bardziej winiarnia, a na końcu już knajpa do picia piwa.

Oczywiście mówię o Winiferze, znanej swojego czasu wśród dużej ilości lokalsów. Kto tu bywał?
Po zamknięciu Winifery działał tu przez chwilę trochę hipsterski pub. A teraz jest tutaj punkt Gdańskiego Zarządu Dróg i Zielelni.
Tak jak lubiłem zaglądać do nadraduńskiej knajpki, to muszę przyznać, że punkt obsługi ułatwił mi życie w paru przypadkach. Podsumowując, nie jest tak miło, jak w Winiferze, ale i tak jest dobrze. Koniec, ale czy na pewno? Są dwa sposoby na przedłużenie sobie spaceru. Spostrzegawczy pewnie zauważyli, że pominąłem Ratusz Staromiejski i Wielki Młyn. Zrobiłem to specjalnie. Do obu budynków można wejść i zapoznać się z ich historią dosłownie od środka, do czego szczerze zachęcam. Drugim sposobem na dłuższe tuptanie jest dalszy spacer nurtem Raduni aż do Motławy, a tam wybór należy do was, czy po skręcicie na lewo w kierunku stoczni, czy na prawo do Gdańska...

Tradycyjnie zapraszam na Instagrama i Facebooka. A po więcej inspiracji spacerowej polecam mapkę Gdańskich Opowieści. Wszystko znajdziecie na górze strony po prawej.
A tymczasem miłego dnia i do zobaczenia w Gdańsku!




Komentarze